sobota, 27 lipca 2013

Stage 2 - WTF!?

                                                  ~~~~~~Oczami Nancy~~~~~~~

Krzyk matki z dołu , wyrwał mnie ze snu. Odbyłam poranną ceremonię w łazience , przebrałam się i zeszłam do kuchni.
- Za chwilę przyjedzie Liam z kolegą. - oświadczyła. - Ubierz coś bardziej przyzwoitego i nie. Nie wychodź na razie do stadniny. Spojrzałam na nią wzrokiem "WTF!?" . Co do cholery?! Synek mamusi , przypomniał sobie o rodzinie? Niezły żart.
- Ok. - wyszeptałam ledwo słyszalnie. Mama , aż podskoczyła z radości. Wiecie...... nie ma to jak pierwsze słowo dziecka. Cokolwiek.
 Wróciłam do pokoju. Tak. Bez niego moje życie byłoby jeszcze bardziej popaprane. Sypialnia nie jest duża. Znajduje się w niej łóżko, szafa, regał z książkami i... "łóżko - parapet " .
Otrząsnęłam się z zachwytu, przypominając sobie prośbę mamy. Założyłam coś bardziej  "eleganckiego" .  Usłyszałam dzwonek do drzwi. Ciarki przeszły mnie po plecach. Pot oblał moje czoło. Nienawidzę Liama. A szczególnie boję się płci przeciwnej. Skuliłam się w kącie. Przyciągnęłam kolana do klatki piersiowej i objęłam je rękoma. Dalej Nancy! Dasz radę!!! - krzyknął wewnętrzny głos. - Odwagi!
Zeszłam na dół. Kroki stawiałam wolne, ale stanowcze. W salonie siedziała mama z Liamem i.....z kimś. Chłopak miał karmelowe włosy oraz niebiesko- szare oczy. Ubrany był w czarne rurki i bluzkę w paski. Przełknęłam ślinę. Na mój pech podłoga pod moim ciężarem zaskrzypiała. Zauważyli mnie. Uciekłam.


                           ~~~~~~~~~W tym samym czasie - Oczami Liama~~~~~~~~

Pojechałem z Louisem do Wolverhampton. Po 2 godzinach byliśmy na miejscu. Weszliśmy do domu. Mama od razu pokierowała nas do salonu.
- Gdzie Una? - spytałam siadając z brunetem na sofie. Kobieta słysząc moje pytanie rozpłakała się. Usłyszeliśmy skrzypienie. Odwróciliśmy głowy w stronę hałasu. To Nancy! Siostra tylko otworzyła drzwi i wybiegła z mieszkania. Miałem za nią pobiec, ale rodzicielka mnie powstrzymała.
- Słuchajcie..... - wychlipała. - Potrzebuję waszej pomocy.
Zerknąłem na Lou. Wpatrywał się uważnie w twarz mojej matki.
- To było pół roku temu. - zaczęła. - Nann znalazła chłopaka. Na pierwszy rzut oka był idealny. Ale pozory mylą. Zmuszał ją do brania, picia, palenia i kradzieży. Una sprzeciwiała się co później skutkowało tym , iż....zgwałcił ją i wywiózł do lasu. Jakaż ja byłam okropną matką! Liam ja ją znalazłam po 3 dniach!!!  A wiecie co jest najgorsze?! Że zamiast dostać ode mnie wsparcia..... ja na nią nawrzeszczałam. Nancy jak to ona wzięłam moje słowa do serca.
- Mamo... - przytuliłem kobietę. Zauważyłem, że po policzku Tommo spływa łza.
- Jeszcze nie skończyłam. - przerwała. - Ona...Ona...nie mówi.
- Jak to? - zdziwił się pasiasty.
- Powiedziałam jej , że nie chcę jej nigdy słyszeć . - wyszeptała. - i dostałam to co chciałam. Nie odzywa się do nikogo.
- A psycholog? - zapytałem.
- Hahaha. - zachichotała. - Nic. Było ich około 10. A po ostatniej wizycie facet uświadomił mnie, że ona nie jest chora na umyśle. Tylko potrzebuje...przyjaciół. Pech taki ,że ich nie ma. Ma tylko konie.  Uwielbia je. Znając życie, właśnie tam pobiegła.
- Więc co mamy zrobić? - Louis złączył ręce.
- Czy....czy....c...z - jąkała się.
- Spokojnie...
- Czy moglibyście ją wziąć do siebie? - spytała cicho. - Mimo iż Cię nienawidzi i boi się płci przeciwnej proszę... Myślę że u was będzie jej lepiej.
- Loueh? - odwróciłem się w stronę przyjaciela.
- Spoko. - poprawił grzywkę. - Kiedy, co i jak?

                                   ~~~~~~~~~~Oczami Nancy~~~~~~~~~~

Dlaczego ona chce mnie oddać?! Właśnie... od 10 minut stoję za ścianą salonu i przysłuchuję się rozmowie. Zaczęli omawiać sprawy z przeprowadzką. Nieraz w prost uwielbiam moją matkę. Kazała Liamowi załatwić jakąś stajnie do której mogłabym wprowadzić konie. Tak samo mówiła o najważniejszych rzeczach. Mają uważać co do mnie mówią, zrobić pokój podobny do tego który ja mam.
- Chodźmy do jej pokoju. - powiedziała rodzicielka wstając z kanapy. Niczym piorun bezszelestnie pognałam do sypialni. Usiadłam na moim "łózkowym" parapecie. Moment później usłyszałam otwieranie drzwi. Mama lekko pisnęła widząc mnie w pokoju. Ja pierdole - zaśmiałam się w myślach.
Kiedy nieznajomy wszedł do pokoju , wstałam i pognałam do kontu pokoju. Włożyłam głowę między nogi i zakryłam się rękoma. Usłyszałam tylko prośbę Liama aby wyszli z pokoju. Brat kucnął przede mną.
- Cześć mała pamiętasz mnie? - spytał gładząc moje włosy. - Będziesz z nami mieszkać.
- Pearl. - wyszeptałam zła.
- Kto to Pearl? - spytał siadając obok mnie. Cofnęłam się w bok i wyjęłam z kieszeni spodni zdjęcie klaczy. Podsunęłam mu pod nos , po czym ponownie rzekłam :
- Pearl.
Zamiast odpowiedzieć , przytaknął. Oddał mi fotkę i wyszedł z pokoju. Wyciągnęłam mój zeszyt i zapisałam nową notkę :
Wciąż boję się , aby nie przekroczyć tej cienkiej granicy
jaka jest pomiędzy zaufaniem, a naiwnością....


                                                  ~~~~~~Oczami Liama~~~~~~

- Mam tylko małe pytanko.... - wyszedłem z sypialni siostry. - Czy ona kiedykolwiek coś powiedziała?
- Tak oczywiście. - mama przytaknęłam. - Szczerze bardziej mówiła słowa niż zdania tzn. mówiła jak chciała coś przekazać tak to wszystko i wszystkich miała w dupie.
- Bo jak wyszliście usiadłem obok niej i powiedziałem że będzie z nami mieszkać. Nan tylko przez chwilę mi się przyglądała , a następnie powiedziała zła "Pearl".
- To jej klacz. - odpowiedziała kobieta.
- Spytałem się kto to jest. - podrapałem się po głowie. - Ona wyciągnęła zdjęcie ze spodni i mi je dała. Naprawdę musi je uwielbiać. W ogóle ile jest tych koni?
- Wiec... - mama podrapała się po głowie.
-Mam pytanko. - Louis wreszcie się odezwał. - Dlaczego się mnie przestraszyła?
- To normalne. - odparła rodzicielka kiwając głową. - Boi się mężczyzn. To 8 cud świata, że odezwała się do Liama.
- Ile jest koni? - zapytałem ponownie.
-Nie wiem. - kobieta wzruszyła ramionami. - Una nigdy mi o nich nie powiedziała. To znaczy ja jej kupiłam Pearl , a następne to znalazła. Wychowała je na te przyzwoite koniki.
- Muszę wiedzieć ile ich jest. - złapałem się za włosy. - Tak to nici ze stajni.
- A gdzie ją umieścimy? - Tommo złapał mnie za ramię. - Wiesz.... zawsze możemy wyciąć kawałek lasku z tyłu domu. 
- To chyba dobre rozwiązanie. - pokiwałem głową. - Loueh jedź do Londynu. Powiedz o wszystkim reszcie i wynajmijcie ekipę która to zrobi. Tylko szybciutko. Ma być gotowe na jutro. Tak samo pokój. Ma być odzwierciedleniem jej sypialni.
- Ok Nie ma sprawy brachu. - poklepał mnie po plecach i wyszedł.
- A ty Li? - spytała się.
- Ja zostanę u was. - uśmiechnąłem się szeroko. - O ile mogę.
- Jeszcze się pytasz?! - mama przytuliła się do mnie. - Jasne że tak.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Następny rozdział :) Ten był troszkę inny bo oczami Liama, ale to na początku. Przeważnie będzie paczadełkami Uny :) Może być?? Liczę na komentarze.....KTÓRYCH I TAK NIE BĘDZIE .
RIDA




1 komentarz:

Nataśka Sowińska-Horan pisze...

kocham cie i twoje uhhhh :*