środa, 24 lipca 2013

Stage 1 - Same problemy.....

                                              ~~~~~~~~~~Nancy~~~~~~~~

- Opowiedz coś o sobie. - zachęcił mnie kolejny idiota. Nic. Zero słowa nawet mrugnięcia z mojej strony. Psycholog złapał mnie za rękę i ją ścisnął. Wyrwałam dłoń i odsunęłam się na drugi koniec pokoju.
- Chce Ci tylko pomóc. - odpowiedział na moje dziwne zachowanie. Ha! I to zachowanie nazywacie dziwnym? Otóż mogę wam wszystko wyjaśnić. Pół roku temu znalazłam chłopaka. Takiego na którego można było czekać wieki. Po prostu ideał.Czuły, opiekuńczy, troskliwy. Jednak jak to mówią - nie oceniaj po okładce. Jaką ja byłam debilką. Chciałam miłości. Takiej dla której straciłabym głowę. I co? No i znalazłam. Wyimaginowaną, okropną, torturującą na każdym kroku miłość. Inny człowiek powiedziałby : Dla miłości warto cierpieć. Ale dla takiej? Chłopak zachęcał mnie do kradzieży , hazardu , picia i brania narkotyków.
 Ale czy to byłby dobry wybór? Nadal jestem przy swoim zdaniu. Nie. Ja takiego życia nie chcę, i nie życzę największemu wrogowi. Na koniec zostałam zgwałcona i wywieziona do lasu. Najlepsze jest to że moja kochana rodzicielka nie zauważyła mojego zniknięcia. Przez równe 3 dni błądziłam Bóg wie gdzie, pół naga i obolała. Nie fizycznie, ale psychicznie. Słowa bolały mnie bardziej niż czyny. Od tamtej chwili przestałam wierzyć w coś takiego jak miłość czy przyjaźń. Ale czy określenie "kocham Cię " w ogóle istnieje? Nigdy nie miałam czasu się nad tym zastanowić. Mama gdy mnie "znalazła" zamiast tulić i pocieszać nawrzeszczała na mnie. Trafiło mnie to w serce. To tak bardzo bolało. Krzyczała że nigdy nie chciała takiego dziecka ; że bynajmniej Liam wyrósł na człowieka . Kiedy miałam zamiar się wytłumaczyć mama tylko oświadczyła , że nie chce mnie słyszeć. No oczywiście Una jak to ja wszystko biorę na poważnie. Od 4 miesięcy nie odzywałam się ani słowem do nikogo. Bałam się wszystkich i wszystkiego. Wyobrażacie to sobie? Siedzieć z zamkniętą gębą w pokoju, w kącie . Jak bym była niemową. Załamała się i wydzwaniało to po psychologach, to po psychiatrykach. Było to wręcz komiczne. I nadal jest. Na całe szczęście nie dzwoniła do naszej rodzinnej gwiazdeczki.  Ech.. nie wspomniałam wam o najważniejszym. Moją prawdziwą rodziną są konie. Rozumiem je i kocham. Pod tą prawdziwą definicją. Codziennie jeżdżę do mojej stajni , po czym zabieram ze sobą od jednego do trzech moich rumaków. W sumie jest ich 4 razem ze źrebakiem. Moim pierwszym koniem jest Pearl. Klacz jest najbardziej zżyta ze mną. Chociaż ma swoje lata potrafi galopować jak się da. Wracając... kiedy on sobie pójdzie?!
 Po 10 minutach siedzenia w ciszy wyszedł z mojego pokoju. Założyłam trampki i wyskoczyłam przez okno. Kierunek - stajnia.


      ~~~~~~~~~~~W tym samym czasie - rozmowa matki z psychologiem~~~~~~~~~
- O jak? - spytała matka widząc mężczyznę przechodzącego przez próg.
- Nie za dobrze. - westchnął. - Ona wzięła sobie pani słowa na poważnie. Mam pewien pomysł , ale muszę się pani o coś spytać.
- Oczywiście. Wszystko byle Nann zaczęła mówić. - usiadła na sofie.
- Czy Nancy lubi swojego brata? - spytał cicho.
Rodzicielka wykrzywiła twarz.
- W tym problem , że go nienawidzi. - odpowiedziała. - Co to ma wspólnego?
- Jeżeli pani córka nie ma przyjaciół musi spędzić czas z kimś... bliskim w stosunku do niej. Ona sama musi również darzyć tą osobę zaufaniem. - zaproponował. Kobieta zaśmiała się.
- Jedynymi bliskimi osobami a raczej istotami są konie. - pokręciła głową.
- A siostry?
- To nie jest dobry pomysł. - westchnęła. - Ruth i Nicola nie lubią Nancy. Twierdzą ,że jest.....dziwna.
- Jedynym dobrym rozwiązaniem jest zapakowanie ją i wywiezienie do Londynu. - poradził i ruszył w kierunku drzwi. - Radzę pani to przemyśleć. W razie co proszę się ze mną skontaktować.
Wyszedł zostawiając panią Payne z milionami myśli. Po chwili kobieta wstała dzwoniąc do swojego ukochanego syna.
L - Halo?
M - Liam to ja. Mama.
L - Mamo co tam u ciebie?!
M - Ech właśnie dzwonię w  tej sprawie....
L - Co się stało? Mam przyjechać?
M - Czy trasa się wam skończyła?
L - Dobre wyczucie czasu. Heh. Jakąś godzinę temu weszliśmy do domu, a co?
M - Mam do ciebie bardzo ważną sprawę Liam. Czy przyjechałbyś z jednym z chłopaków jutro do mnie? O ile chcesz i masz czas...
L - Dla ciebie zawsze. Będziemy jutro około 13.
M - Bardzo tobie dziękuję. Do jutra.
L - Pa mamuś.
M - Pa...
Zakończyła połączenie. Postanowiła zawitać do Uny. No tak. - pomyślała wchodząc do pustego pokoju. - Poszła do stadniny.


                                            ~~~~~~~~~~Oczami Nancy~~~~~~~~


Wróciłam ze stajni po 19. Spędziłam tam cały dzień. Przebrałam się w czyste ubrania, po czym zeszłam do kuchni.  Mama siedziała przy wyspie kuchennej i czytała gazetę.
- Cześć Nancy. Jak tam w stadninie? - spytała.A nie mówiłam? Myślę, że przechodzę na tryb - chora psychicznie Jak można nie odzywać się do nikogo? Dobra nie ważne.
 Zrobiłam sobie kanapki z sałatą i serem, nalałam wody do szklanki i wróciłam do pokoju. Zjadłam kolację i popiłam trunkiem. Wyjęłam swój mały zeszycik . Znajdowały się tam cytaty  lub moje przemyślenia.  Zawsze przed snem wyciągałam go i tak jak długopis pojechał to napisałam. Wzięłam pióro i zapisałam :

Jestem jeszcze zakochana resztkami bezsensownej miłości 
            i jest mi tak cholernie smutno,  że chcę
to komuś powiedzieć. To musi być ktoś zupełnie obcy , 
                kto nie może mnie zranić. 



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nie będę się rozpisywać :) Podoba się przeszłość Nancy?? Liczę na komentarze , których i tak nie będzie.
RIDA


Brak komentarzy: