wtorek, 30 lipca 2013

Stage 4 - Bezowocny strach.

                                                 ~~~~~~~~Oczami Nency~~~~~~~~

Stanęłam za Liamem. Otworzył drzwi mieszkania i wziął mnie pod rękę.Wyrwałam się i przylgnęłam do ściany. Idiotko nie ma się czego bać. - pomyślałam. Nie!! Facet to facet! - krzyknęło sumienie.OGAR. - warknęłam w myślach. Podążyłam za chłopakiem (dosłownie chowałam się za jego plecami) do salonu.
- Chłopcy to jest moja siostra Nency. - odsunął mnie przed siebie. Zaczęłam się trząść. Jak ja mam wytrzymać z 5 facetów w jednym domu??! Przecież ja się ich panicznie boję. Ups.... pomyłka. 4 facetów. Liam to idiota XD.
- Una. - Li zauważył przerażenie w moich oczach. - Nic Ci nie zrobią.
- Una? - zapytał jakiś tam Mulat.
- To jej ksywka. - brunet machnął ręką. - Nenn to Niall, Zayn, Harry , a Louis to ten co ze mną przyjechał.
Lekko przytaknęłam głową. Niczym mysz przesunęłam się za Payne'a .
- Chodź pokaże Ci twoją sypialnię. - pociągnął mnie za rękę. Przytuliłam się do niego tak mocno, jak to było możliwe.
- Una spokojnie. - lekko mną potrząsnął. Przymknęłam oczy. Chłopak zaprowadził mnie do pomieszczenia.
- To twój nowy pokój. - odparł po czym dodał. - Rozpakuj się. Niedługo Kolacja.
Wyszedł zostawiając mnie samą.
-Wow. - wydusiłam. Pokój był cudowny.
 Dwa a'la łózka , WŁASNA garderoba, biurko i półka na książki. Normalnie raj dla nastolatki. Jedna ściana była pudrowa, dwie kremowe i jedna w moim ulubionym kolorze - miętowym. Przecudownie tutaj. Z parapetu mam idealny widok na Londyn.  Już wiem co będę robić. Usiadłam przy biurku. Wyciągnęłam notesik i zapisałam :

Nie ma nic smutniejszego i bardziej zniechęcającego niż szczęście,
   co przyszło za późno.

-Kolacja!!! - wrzasnął jeden z nich z dołu. Schowałam zeszyt i trzęsąc się ze strachu zeszłam do jadalni. Wszyscy siedzieli już przy stole. Usiadłam między bratem, a blondynem. Jak tam mu było.....a tak! Niall.
Na kolację były kanapki z......nutellą. A może mają jakieś zdrowsze produkty?! Wstałam od stołu kierując się do kuchni. Wzięłam 3 kromki chleba, kładąc na nie masło, szynkę, ser i szczypiorek. Wzięłam kanapki i weszłam do jadalni. Okrążyłam chłopców wielkim kołem i wtedy dopiero usiadłam na swoim miejscu.
- Nency nie lubisz nutelli? - zdziwił się Li. Nie odpowiedziałam.
-Niency......-zaczął się niecierpliwić. Nie to ,że nie lubię tylko na razie nie mam na nią ochoty. Spojrzałam na brata i....nic. Dokończyłam  posiłek i popiłam wodą.
-Dziękuję. - szepnęłam tak cicho , że nikt  mnie nie usłyszał. Zaniosłam talerz do kuchni  i ruszyłam swoje seksowne 4 litery do pokoju. Przebrałam się w coś wygodniejszego na jazdę konną. Na dole siedzieli chłopcy.
- Una gdzie ty się wybierasz? - Liam pojawił się obok mnie.
- Stajnia. - warknęłam obchodząc brata. Wyszłam do ogrodu kierując się ścieżką do budynku. Postanowiła  się dzisiaj zająć Evil'em. 
- Cześć kochaniutki. - powiedziałam całując pysk ogiera. Wtuliłam głowę w ciało konia. - Dzisiejszy dzień był pełen wrażeń. Przeprowadzka i takie tam. Nawet nie wiesz jak się cieszę ,że mogłam was zabrać. 
Wzięłam kopystkę jak i szczotkę i wyczyściłam swojego przyjaciela. Pearl i Dowcipniś spali więc nie będę ich budzić. Napełniłam poidło wodą, a miskę zbożem. Dałam mu na zagryzkę marchewkę i buraczka.
Usiadłam na stogu siana i rozpoczęłam swój monolog:
- Co tam u ciebie? Wiesz nie jestem zbytnio zachwycona tym, że musiałam się tutaj przeprowadzić.  Jakoś sobie poradzę. Wiesz jaki mam piękny pokój?? Oni się na serio postarali. Jest tak jak sobie wymarzyłam. Łóżko na parapecie. Łóżko a'la szafa jest przecudowne. Nie mogę się doczekać aby je wypróbować.  
A może my wypróbujemy las?? 
Zeszłam z siana i wzięłam lejce. Założyłam je ogierowi , po czym wyprowadziłam go na zewnątrz. Raz, dwa usiadłam na jego grzbiecie i pogalopowałam na łąkę. To co czułam podczas jazdy jest nie do opisania. Ten wiatr we włosach, ciche rżnięcia Evil'a . Z zachwytu wyrwał mnie pewien pomysł. Złapałam się grzywy przyjaciela i zjechałam po jego boku.  Powtórzyłam ta czynność jeszcze kilka razy. O! Wiem już co napiszę w notesie. Po 2 godzinach jazdy wróciłam do stajni. Nawet łatwo ją odnalazłam. Zostawiłam Evil'a i ruszyłam do domu. Gdy weszłam do mieszkania przywitała mnie głucha cisza. No tak jakby. Chwilę po tym jak zdjęłam buty przede mną wyrósł jak z ziemi Liam. Wyglądał na złego. 
- Ile czasu można spędzać w stajni !? - wrzasnął wkurwiony. - Czyż ty do reszty zgłupiała?!! Może ty jesteś chora psychicznie!Cuchniesz koniem. Idź się umyć.
Zabolało mnie to. Niczym kopyto w klatkę piersiową (a wyobraźcie sobie jak to boli :( ) Kątem oka zauważyłam chłopców siedzących w salonie. Widzieli wszystko. Nawet nie zauważyłam jak po moich policzkach spływały łzy. Moim ciałem wstrząsnął potężny szloch. Dosłownie zaczęłam ryczeć jak bóbr. Liam dopiero zauważył przebieg sytuacji.
-Una słuchaj......
Ale ja tego nie zrobiłam. Pobiegłam do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz. Usiadłam w kącie   , dalej płacząc. Wyciągnęłam zeszyt i nawet nie spostrzegłam , a zapełniłam całą kartkę cytatami :

Największa nadzieja wyrasta z bezsilności.

Jest we mnie teraz coś, co w każdej chwili może wybuchnąć łzami.

Bez cierpienia nie zrozumie się szczęścia.

Emocje są jak dzikie konie.

Błędy to droga do prawdy.



- Una....- usłyszałam pukanie do drzwi. - To ja Niall.
Wolno podeszłam do drzwi. Położyłam ucho do drewna. Słyszałam za nimi szepty typu: "Dawaj jeszcze raz." , "Pewnie śpi." , "Płacze przez ciebie Liam!" . Nie zwracając uwagi na  te przybłędy ruszyłam do łazienki. Rozebrałam się ze "śmierdzących koniem" ciuchów. Weszłam pod prysznic. Umyłam ciało swoim ulubionym żelem o zapachu truskawki. Spłukałam pianę i wyszłam z kabiny. Owinięta ręcznikiem weszłam do pokoju, otwierając drzwi i zeszłam do kuchni. Niall i Zayn siedzieli w salonie. Nie zwracając uwagi na nic ani na nikogo poszłam do kuchni.  O CHOLERA!! W pomieszczeniu siedział Harry z Louisem. Nie zdążyłam się wycofać gdyż mnie zauważyli. Ok. Spokojnie Una. - mówiłam w myślach. - Nic się nie dzieje. Nic mi nie zrobią.Chora jesteś!?! - krzyknęło sumienie. - Bój się ich! To niewyżyci seksualnie faceci!!!
Wyciągnęłam szklankę i nalałam sobie do niej soku porzeczkowego. Wypiłam trunek duszkiem i pognałam do swojego królestwa.

                                        ~~~~~~~~Następnego dnia - 10.00~~~~~~~~

Czy można być obudzonym , a także śnić w tym samym czasie?! Sama nie wiem. Wiem tylko jedno. Leżę w łóżku i słyszę rozmowę dwóch pacanów :
- Niall to nie jest łatwe.
- Ale Li ona jest także człowiekiem. Doprowadziłeś wczoraj własną siostrę do płaczu.
- Zdaję sobie z tego sprawę.
- To może ja spróbuję???
- Horan ona się was boi.
- Wiem Louis opowiadał wszystko.
- Więc po kit zadajesz takie pojebane pytanie?!
-Sam nie wiem......
Udawałam że się budzę. Jeden z nich wybiegł z pokoju, drugi natomiast został. Otworzyłam powoli oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej. Na łóżku siedział............

~~~~~~~~~~~~~~~~~
Zgaduj zgadula kto to może być :P Liczę na komentarze i.......tyle :D
RIDA


niedziela, 28 lipca 2013

Stage 3 - Przeprowadzka .

                                             ~~~~~~~~Oczami Nancy~~~~~~~~

Obudziłam się w środku nocy. Głowa mnie bolała, gardło szczypało. To stres. - pomyślałam. Założyłam słuchawki i puściłam piosenkę DJ Fresh ft. Rita Ora - Hot Right Now. Momentalnie zasnęłam. Obudził mnie pukanie do drzwi. Leniwie podniosłam swoje zwłoki z łóżka , po czym otworzyłam nędzne drewno. Za drzwiami stał Liam z tacą w ręku.
- Przyniosłem Ci śniadanie. - oznajmił dając mi tackę. Położyłam talerz na biurku. Zauważyłam że Li , wnosi do mojego pokoju dwie wielkie walizki + do tego kartony.
- To do spakowania.. - wyjaśnił. Nie zwróciłam za bardzo uwagi na to co mi powiedział. Usiadłam na krześle i skonsumowałam  posiłek. Przebrałam się i rozpoczęłam pakowanie. Spakowałam wszystkie swoje ciuchy , pamiątki i inne pierdoły. Zaczęłam napełniać kartony. W pierwszym znalazły się moje ulubione książki   - "Klątwa Tygrysa" , "Drżenie " , "Zmierzch" , "Błękitno-krwiści " , "Igrzyska śmierci" , " Hobbit" oraz "Intruz" . Włożyłam także maskotki tygrysa i maskotki konie . Zalepiłam pudła i zniosłam je na dół.
- Gotowa? - zapytał Liam pomagając mi znosić walizkę.
- Nie. - pognałam szybciutko do mojej dawnej sypialni. Ze skrytki w podłodze wyjęłam mały woreczek z pieniędzmi. Szybko schowałam go do torby i zeszłam na dół.
- Słuchaj musisz zaprowadzić mnie do stajni. - brat pojawił się obok mnie. Wyszliśmy z mieszkania. Nie odezwałam się ani słowem. Liam szedł za mną jak cień. Po 30 minutach byliśmy na miejscu.
- Jak tu pięknie. - powiedział wchodząc do stajni.
Na początek podeszłam do Pearl.
- Pearl. - wyszeptałam odwracając się do bruneta. Następny był Evil.
- Evil. - szepnęłam głaszcząc konia. Li podszedł do mnie i spróbował powtórzyć moją czynność. Ogier fuknął i odsunął rękę. Złapałam dłoń brata i delikatnie położyłam na grzywie konia. Chłopak uśmiechnął się do mnie. Nie ma tak łatwo. Zachowałam pokerową twarz.
- I Dowcipniś  . - wskazałam na boks obok.
- Ale tu nic nie ma. - zdziwił się. Otworzyłam klatkę i w mgnieniu oka wyszedł do nas brązowo-biały źrebak.
- Ale słodki. - Liam pogłaskał Jokera. Źrebak złapał w zęby jego sweter i zaczął ciągnąć. Odciągnęłam konika w wprowadziłam go do boksu.
- Tylko 3? - zapytał. Nie odpowiedziałam. Zrozumiał mnie i pociągnął za rękę w kierunku wyjścia. Na ulicy stała specjalna ciężarówka dla moich podopiecznych.
- Chodź wsiadamy do samochodu i poczekamy aż je zapakują.-brat pociągnął mnie w kierunku Range Rovera. Wyrwałam się i popędziłam do stajni. Jeden z pracowników próbował wyciągnąć Evil'a ze stajni. Jaki debil . - pomyślałam.
Podeszłam do mężczyzny i wyrwałam lejce. Jednym ruchem wsiadłam na zwierzę  i popędziłam na zewnątrz. Payne stał z wielkimi oczami , widząc mnie na tak dużym zwierzęciu. No fakt. Nie miałam siodła pod sobą, w każdej chwili mogłam spaść. Ogier nie jest normalnych rozmiarów. Jest dwa razy większy. Zeszłam z niego  i wprowadziłam go do ciężarówki. Tak samo uczyniłam z pozostałymi końmi.
- Mamy karton. - raczej stwierdziłam niż zapytałam. Chłopak wziął pudło i udał się za mną. Weszłam do prywatnego zaplecza gdzie trzymałam rzeczy dla koni. Wpakowałam wszystko. Nie zmieściły się tylko worki z jedzeniem. Zatrzymałam przechodzącego obok pracownika i dałam mu worki z warzywami. Sama wzięłam ze zbożem. Teraz mogę powiedzieć, że możemy jechać.

                                         
                                         ~~~~~~~~~~~4 godziny później~~~~~~~~~~~

- Jesteśmy na miejscu. - oznajmił wychodząc z samochodu. Poinstruował gości od przeprowadzki aby przynieśli pudła pod dom. Zauważyłam 4 głowy wyglądające przez okno. Mamusiu zabierz mnie stąd. - rozpłakałam się w myślach. Podeszłam do autokaru. Wsiadłam na Pearl. Kłusem skierowałam się do Liama, który stał w ogrodzie.
- Stajnia. - sapnęłam cicho. Spojrzał na mnie i machnięciem  ręki wskazał kierunek. Podążyłam na tyły domu , a później - żwirową ścieżką do stajni. Naprawdę się postarali. Zostawiłam na pastwisku klacz. Tak samo zrobiłam z Evil'em.
 Ale gdzie jest Dowcipniś?
- Nann!!! - usłyszałam wrzask brata. Gwałtownie się odwróciłam. Liam uciekał przed....... Dowcipnisiem!!! Hahahah! Żebyście widzieli ich w akcji. Oj?! Czy ja się zaśmiałam?? Nie to nie możliwe. A może jednak?! Ught....nienawidzę Cię wewnętrzny głosie! Kiedy źrebak przebiegał koło mnie złapałam jego lejce. Spojrzał na mnie; od razu się uspokoił. Jego zaprowadziłam do boksu. Och. - westchnęłam. - To czas  się przywitać.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam , że taki krótki :/ Następny postaram się napisać dłuższy :) Liczę na komentarze :D
RIDA


sobota, 27 lipca 2013

Stage 2 - WTF!?

                                                  ~~~~~~Oczami Nency~~~~~~~

Krzyk matki z dołu , wyrwał mnie ze snu. Odbyłam poranną ceremonię w łazience , przebrałam się i zeszłam do kuchni.
- Za chwilę przyjedzie Liam z kolegą. - oświadczyła. - Ubierz coś bardziej przyzwoitego i nie. Nie wychodź na razie do stadniny. Spojrzałam na nią wzrokiem "WTF!?" . Co do cholery?! Synek mamusi , przypomniał sobie o rodzinie? Niezły żart.
- Ok. - wyszeptałam ledwo słyszalnie. Mama , aż podskoczyła z radości. Wiecie...... nie ma to jak pierwsze słowo dziecka -.- Cokolwiek.
 Wróciłam do pokoju. Tak. Bez niego moje życie byłoby jeszcze bardziej popaprane. Sypialnia nie jest duża. Znajduje się w niej łóżko, szafa, regał z książkami i..... "łóżko - parapet " .
Otrząsnęłam się z zachwytu, przypominając sobie prośbę mamy. Założyłam coś bardziej  "eleganckiego" .  Usłyszałam dzwonek do drzwi. Ciarki przeszły mnie po plecach. Pot oblał moje czoło. Nienawidzę Liama. A szczególnie boję się płci przeciwnej. Skuliłam się w kącie. Przyciągnęłam kolana do klatki piersiowej i objęłam je rękoma. Dalej Nency! Dasz radę!!! - krzyknął wewnętrzny głos. - Odwagi!
Zeszłam na dół. Kroki stawiałam wolne, ale stanowcze. W salonie siedziała mama z Liamem i.....z kimś. Chłopak miał karmelowe włosy oraz niebiesko- szare oczy. Ubrany był w czarne rurki i bluzkę w paski. Przełknęłam ślinę. Na mój pech podłoga pod moim ciężarem zaskrzypiała. Zauważyli mnie. Uciekłam.


                           ~~~~~~~~~W tym samym czasie - Oczami Liama~~~~~~~~

Pojechałem z Louisem do Wolverhampton. Po 2 godzinach byliśmy na miejscu. Weszliśmy do domu. Mama od razu pokierowała nas do salonu.
- Gdzie Una? - spytałam siadając z brunetem na sofie. Kobieta słysząc moje pytanie rozpłakała się. Usłyszeliśmy skrzypienie. Odwróciliśmy głowy w stronę hałasu. To Nency! Siostra tylko otworzyła drzwi i wybiegła z mieszkania. Miałem za nią pobiec, ale rodzicielka mnie powstrzymała.
- Słuchajcie..... - wychlipała. - Potrzebuję waszej pomocy.
Zerknąłem na Lou. Wpatrywał się uważnie w twarz mojej matki.
- To było pół roku temu. - zaczęła. - Nenn znalazła chłopaka. Na pierwszy rzut oka był idealny. Ale pozory mylą. Zmuszał ją do brania, picia, palenia i kradzieży. Una sprzeciwiała się co później skutkowało tym , iż....zgwałcił ją i wywiózł do lasu. Jakaż ja byłam okropną matką! Liam ja ją znalazłam po 3 dniach!!!  A wiecie co jest najgorsze?! Że zamiast dostać ode mnie wsparcia..... ja na nią nawrzeszczałam. Nency jak to ona wzięłam moje słowa do serca.
- Mamo...... - przytuliłem kobietę. Zauważyłem, że po policzku Tommo spływa łza.
- Jeszcze nie skończyłam. - przerwała. - Ona.....Ona.....nie mówi.
- Jak to? - zdziwił się pasiasty.
- Powiedziałam jej , że nie chcę jej nigdy słyszeć . - wyszeptała. - i dostałam to co chciałam. Nie odzywa się do nikogo.
- A psycholog? - zapytałem.
- Hhahaha. - zachichotała. - Nic. Było ich około 10. A po ostatniej wizycie facet uświadomił mnie, że ona nie jest chora na umyśle. Tylko potrzebuje........przyjaciół. Pech taki że ich nie ma. Ma tylko konie.  Uwielbia je. Znając życie, właśnie tam pobiegła.
- Więc co mamy zrobić? - Louis złączył ręce.
- Czy....czy....c...z - jąkała się.
- Spokojnie.....
- Czy moglibyście ją wziąć do siebie? - spytała cicho. - Mimo iż Cię nienawidzi boi się płci przeciwnej proszę...... Myślę że u was będzie jej lepiej.
- Loueh? - odwróciłem się w stronę przyjaciela.
- Spoko. - poprawił grzywkę. - Kiedy, co i jak?

                                   ~~~~~~~~~~Oczami Nency~~~~~~~~~~

Dlaczego ona chce mnie oddać?! Właśnie...... od 10 minut stoję za ścianą salonu i przysłuchuję się rozmowie. Zaczęli omawiać sprawy z przeprowadzką. Nieraz w prost uwielbiam moją matkę. Kazała Liamowi załatwić jakąś stajnie do której mogłabym wprowadzić konie. Tak samo mówiła o najważniejszych rzeczach. Mają uważać co do mnie mówią, zrobić pokój podobny do tego który ja mam.
- Chodźmy do jej pokoju. - powiedziała rodzicielka wstając z kanapy. Niczym piorun bezszelestnie pognałam do sypialni. Usiadłam na moim "łózkowym" parapecie. Moment później usłyszałam otwieranie drzwi. Mama lekko pisnęła widząc mnie w pokoju. Ja pierdole - zaśmiałam się w myślach.
Kiedy nieznajomy wszedł do pokoju , wstałam i pognałam do kontu pokoju. Włożyłam głowę między nogi i zakryłam się rękoma. Usłyszałam tylko prośbę Liama aby wyszli z pokoju. Brat kucnął przede mną.
- Cześć mała pamiętasz mnie? - spytał gładząc moje włosy. - Będziesz z nami mieszkać.
- Pearl. - wyszeptałam zła.
- Kto to Pearl? - spytał siadając obok mnie. Cofnęłam się w bok i wyjęłam z kieszeni spodni zdjęcie klaczy. Podsunęłam mu pod nos , po czym ponownie rzekłam :
- Pearl.
Zamiast odpowiedzieć , przytaknął. Oddał mi fotkę i wyszedł z pokoju. Wyciągnęłam mój zeszyt i zapisałam nową notkę :
Wciąż boję się , aby nie przekroczyć tej cienkiej granicy
jaka jest pomiędzy zaufaniem, a naiwnością....


                                                  ~~~~~~Oczami Liama~~~~~~

- Mam tylko małe pytanko.... - wyszedłem z sypialni siostry. - Czy ona kiedykolwiek coś powiedziała?
- Tak oczywiście. - mama przytaknęłam. - Szczerze bardziej mówiła słowa niż zdania tzn. mówiła jak chciała coś przekazać tak to wszystko i wszystkich miała w dupie.
- Bo jak wyszliście usiadłem obok niej i powiedziałem że będzie z nami mieszkać. Nen tylko przez chwilę mi się przyglądała , a następnie powiedziała zła "Pearl".
- To jej klacz. - odpowiedziała kobieta.
- Spytałem się kto to jest. - podrapałem się po głowie. - Ona wyciągnęła zdjęcie ze spodni i mi je dała. Naprawdę musi je uwielbiać. W ogóle ile jest tych koni?
- Wiec......-mama podrapała się po głowie.
-Mam pytanko. - Louis wreszcie się odezwał. - Dlaczego się mnie przestraszyła?
- To normalne. - odparła rodzicielka kiwając głową. - Boi się mężczyzn. To 8 cud świata, że odezwała się do Liama.
- Ile jest koni? - zapytałem ponownie.
-Nie wiem. - kobieta wzruszyła ramionami. - Una nigdy mi o nich nie powiedziała. To znaczy ja jej kupiłam Pearl , a następne to znalazła. Wychowała je na te przyzwoite koniki.
- Muszę wiedzieć ile ich jest. - złapałem się za włosy. - Tak to nici ze stajni.
- A gdzie ją umieścimy? - Tommo złapał mnie za ramię. - Wiesz.... zawsze możemy wyciąć kawałek lasku z tyłu domu. 
- To chyba dobre rozwiązanie. - pokiwałem głową. - Loueh jedź do Londynu. Powiedz o wszystkim reszcie i wynajmijcie ekipę która to zrobi. Tylko szybciutko. Ma być gotowe na jutro. Tak samo pokój. Ma być odzwierciedleniem jej sypialni.
- Ok Nie ma sprawy brachu. - poklepał mnie po plecach i wyszedł.
- A ty Li? - spytała się.
- Ja zostanę u was. - uśmiechnąłem się szeroko. - O ile mogę.
- Jeszcze się pytasz?! - mama przytuliła się do mnie. - Jasne że tak.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Następny rozdział :) Ten był troszkę inny bo oczami Liama, ale to na początku. Przeważnie będzie paczadełkami Uny :) Może być?? Liczę na komentarze.....KTÓRYCH I TAK NIE BĘDZIE .
RIDA




środa, 24 lipca 2013

Stage 1 - Same problemy.....

                                              ~~~~~~~~~~Nancy~~~~~~~~

- Opowiedz coś o sobie. - zachęcił mnie kolejny idiota. Nic. Zero słowa nawet mrugnięcia z mojej strony. Psycholog złapał mnie za rękę i ją ścisnął. Wyrwałam dłoń i odsunęłam się na drugi koniec pokoju.
- Chce Ci tylko pomóc. - odpowiedział na moje dziwne zachowanie. Ha! I to zachowanie nazywacie dziwnym??? Otóż mogę wam wszystko wyjaśnić. Pół roku temu znalazłam chłopaka. Takiego na którego można było czekać wieki. Po prostu ideał.Czuły, opiekuńczy, troskliwy. Jednak jak to mówią - nie oceniaj po okładce. Jaką ja byłam debilką. Chciałam miłości. Takiej dla której straciłabym głowę. I co?? No i znalazłam. Wyimaginowaną, okropną, torturującą na każdym kroku miłość. Inny człowiek powiedziałby : Dla miłości warto cierpieć. Ale dla takiej?? Chłopak zachęcał mnie do kradzieży , hazardu , picia i brania hery.
 Ale czy to byłby dobry wybór?? Nadal jestem przy swoim zdaniu. Nie. Ja takiego życia nie chcę, i nie życzę największemu wrogowi. Na koniec zostałam zgwałcona i wywieziona do lasu. Najlepsze jest to że moja kochana rodzicielka nie zauważyła mojego zniknięcia. Przez równe 3 dni błądziłam Bóg wie gdzie, pół naga i obolała. Nie fizycznie, ale psychicznie. Słowa bolały mnie bardziej niż czyny. Od tamtej chwili przestałam wierzyć w coś takiego jak miłość czy przyjaźń. Ale czy określenie "kocham Cię " w ogóle istnieje? Nigdy nie miałam czasu się nad tym zastanowić. Mama gdy mnie "znalazła" zamiast tulić i pocieszać nawrzeszczała na mnie. Trafiło mnie to w serce. To tak bardzo bolało. Krzyczała że nigdy nie chciała takiego dziecka ; że bynajmniej Liam wyrósł na człowieka . Kiedy miałam zamiar się wytłumaczyć mama tylko oświadczyła , że nie chce mnie słyszeć. No oczywiście Una jak to ja wszystko biorę na poważnie. Od 4 miesięcy nie odzywałam się ani słowem do nikogo. Bałam się wszystkich i wszystkiego. Wyobrażacie to sobie? Siedzieć z zamkniętą gębą w pokoju, w kącie . Jak bym była niemową. Załamała się i wydzwaniało to po psychologach, to po psychiatrykach. Było to wręcz komiczne. I nadal jest. Na całe szczęście nie dzwoniła do naszej rodzinnej gwiazdeczki.  Ech.. nie wspomniałam wam o najważniejszym. Moją prawdziwą rodziną są konie. Rozumiem je i kocham. Pod tą prawdziwą definicją. Codziennie jeżdżę do mojej stajni , po czym zabieram ze sobą od jednego do trzech moich rumaków. W sumie jest ich 4 razem ze źrebakiem. Moim pierwszym koniem jest Pearl. Klacz jest najbardziej zżyta ze mną. Chociaż ma swoje lata potrafi galopować jak się da. Wracając.......... kiedy on sobie pójdzie?!
 Po 10 minutach siedzenia w ciszy wyszedł z mojego pokoju. Założyłam trampki i wyskoczyłam przez okno. Kierunek - stajnia.


      ~~~~~~~~~~~~~W tym samym czasie - rozmowa matki z psychologiem~~~~~~~~~~~
- O jak? - spytała matka widząc mężczyznę przechodzącego przez próg.
- Nie za dobrze. - westchnął. - Ona wzięła sobie pani słowa na poważnie. Mam pewien pomysł , ale muszę się pani o coś spytać.
- Oczywiście. Wszystko byle Nenn zaczęła mówić. - usiadła na sofie.
- Czy Nency lubi swojego brata? - spytał cicho.
Rodzicielka wykrzywiła twarz.
- W tym problem , że go nienawidzi. - odpowiedziała. - Co to ma wspólnego?
- Jeżeli pani córka nie ma przyjaciół musi spędzić czas z kimś.......bliskim w stosunku do niej. Ona sama musi również darzyć tą osobę zaufaniem. - zaproponował. Kobieta zaśmiała się.
- Jedynymi bliskimi osobami a raczej istotami są konie. - pokręciła głową.
- A siostry?
- To nie jest dobry pomysł. - westchnęła. - Ruth i Nicola nie lubią Nency. Twierdzą ,że jest.....dziwna.
- Jedynym dobrym rozwiązaniem jest zapakowanie ją i wywiezienie do Londynu. - poradził i ruszył w kierunku drzwi. - Radzę pani to przemyśleć. W razie co proszę się ze mną skontaktować.
Wyszedł zostawiając panią Payne z milionami myśli. Po chwili kobieta wstała dzwoniąc do swojego ukochanego syna.
L - Halo?
M - Liam to ja. Mama.
L - Mamo co tam u ciebie?!
M - Ech właśnie dzwonię w  tej sprawie....
L - Co się stało? Mam przyjechać?
M - Czy trasa się wam skończyła?
L - Dobre wyczucie czasu. Heh. Jakąś godzinę temu weszliśmy do domu, a co?
M - Mam do ciebie bardzo ważną sprawę Liam. Czy przyjechałbyś z jednym z chłopaków jutro do mnie? O ile chcesz i masz czas...
L - Dla ciebie zawsze. Będziemy jutro około 13.
M - Bardzo tobie dziękuję. Do jutra.
L - Pa mamuś :*
M - Pa...
Zakończyła połączenie. Postanowiła zawitać do Uny. No tak. - pomyślała wchodząc do pustego pokoju. - Poszła do stadniny.


                                            ~~~~~~~~~~Oczami Nency~~~~~~~~


Wróciłam ze stajni po 19. Spędziłam tam cały dzień. Przebrałam się w czyste ubrania, po czym zeszłam do kuchni.  Mama siedziała przy wyspie kuchennej i czytała gazetę.
- Cześć Nancy. Jak tam w stadninie? - spytała.A nie mówiłam? Myślę, że przechodzę na tryb - chora psychicznie Jak można nie odzywać się do nikogo? Dobra nie ważne.
 Zrobiłam sobie kanapki z sałatą i serem, nalałam wody do szklanki i wróciłam do pokoju. Zjadłam kolację i popiłam trunkiem. Wyjęłam swój mały zeszycik . Znajdowały się tam cytaty  lub moje przemyślenia.  Zawsze przed snem wyciągałam go i tak jak długopis pojechał to napisałam. Wzięłam pióro i zapisałam :

Jestem jeszcze zakochana resztkami bezsensownej miłości 
            i jest mi tak cholernie smutno,  że chcę
to komuś powiedzieć. To musi być ktoś zupełnie obcy , 
                kto nie może mnie zranić. 



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nie będę się rozpisywać :) Podoba się przeszłość Nency?? Liczę na komentarze , których i tak nie będzie.
RIDA


poniedziałek, 22 lipca 2013

Prolog :*



                                               Zaw­sze chciała spot­kać praw­dziwą miłość .
                                                     Taką przy której straci ro­zum .
                                                    Znalazła. I się wiel­ce za­wiodła...



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Prolog króciutki ale zwięzły :| Podoba się cytat??? Pięknie określa sytuację Nancy :)



piątek, 19 lipca 2013

Heroes of Fire *.*


  • Nancy ( Nann , Una ) Payne .
  • 17 lat.
  • Mieszka z mamą w Wolverhampton ( Ruth i Nicole wyprowadziły się ).
  • Uzależniona od muzyki.
  • Kocha najbardziej na świecie konie.
  • Motta na życie : "Sko­ro ci już nie za­leży, to po co się tak ga­pisz? Tam obok masz to swo­je lalkowate szczęście."   ,   " Nie ma koni z problemami - są tylko jeźdźcy, którzy je mają ."  "Chcesz spojrzeć koniowi w oczy? Wpierw spójrz mu w serce. "
  • Nienawidzi swojego brata - Liama


I oczywiście...... ONE DIRECTION!! :)
 Ich chyba nie muszę przedstawiać :P

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
To jest główna bohaterka, ale nie myślcie że to wszystko...... W ciągu dalszych rozdziałów dowiecie się o niej znacznie więcej....... :) Nie będzie to normalna dziewczyna o nie.... To mogę wam zapewnić.


 
Theme by MIA